KILKA DNI BEZ SONDAŻY

Wolność to także możliwość wolnego wyboru. Obywa­tel przede wszystkim jest wyborcą, tym który wybiera, a wybór jego jedynie wtedy ma wartość, gdy jest niezależny. To właśnie w celu ochrony tej niezależności rząd i parlament uzgodniły zakaz publikowania sondaży w przeddzień wyborów do zgromadzenia ustawodawczego i wyborów prezydenckich.Nie zawsze rozumiano powody tego kroku.Głosować w zależności od tego, jak głosować będą inni — to gra równie stara jak same wybory. „Głosować użytecznie” lub, przeciwnie, oddać głos na opozycję, gdy istnieje pewność, że rządząca koalicja zwycięży, albo — w przypadku jej zagroże­nia — głosować na rządzącą większość — to typowe sposoby postępowania wyborców. Sondaże pozwalają na dokładniejszą ocenę faktycznego stanu rzeczy. Zasada niepublikowania wyników sondaży w przeddzień wy­borów ma na celu zapobieżenie ich ewentualnemu wpływowi na wyborcę, odbudowanie — jeśli tak można powiedzieć — poczucia odpowiedzialności każdego z nich. Zasada ta, będąc prawem rów­nowagi, nie zabrania publikowania wszelkich sondaży, lecz tylko tych z ostatnich dni, mogących sprawić wrażenie, że „kości zostały rzucone”. To tak jak z nieprzyjemnym uczuciem, że dane zdarzenie już się kiedyś przeżyło: np. mówię i w miarę mówienia odnoszę wrażenie, że kiedyś już mówiłem to samo, czyniłem te gesty, które czynię, przeżywałem już obecny moment. Przestaję czuć się swobodnie, przestaję czuć się samym sobą.

NIEKTÓRE ADMINISTRACJE

Niektóre administracje wprowadziły już u siebie infor­matykę, o czym nie wiedział nawet ich minister. Lawinowy wzrost liczby kartotek — z których jedne założono na podstawie ustaw lub dekretów, inne zaś bez żadnych podstaw prawnych, a jedynie dzięki samorzutnej inicjatywie tego czy innego wydziału — spo­wodował, że informatyka stała się sprawą zbyt wielkiej wagi, by pozostać wyłącznie domeną informatyków.Powołując niezależną komisję ustawa kreowała instytucję, której celem będzie opanowanie tego nowego narzędzia, jakim jest informatyka, oraz uaktualnianie przepisów w tym zakresie.Poza tym ustawa daje każdemu prawo poznania mechaniz­mów i elementów składowych decyzji niezgodnej z jego oczeki­waniami. Aby ignorancja nie była już więcej „matką wszystkich nieszczęść jak pisał Rabelais każdy ma prawo poznać i ewentualnie zażądać modyfikacji danych na swój temat, za­rejestrowanych w systemach informatycznych . Obronie obywatela w konfrontacji z prasą służy przede wszy­stkim prawo do odpowiedzi, w odniesieniu do informa­tyki będzie to prawo do wglądu. W obliczu nowych sił problemem będzie — jak zawsze — ciągłe przywracanie równo­wagi. Władzę informatyki zrównoważy, według reguły propono­wanej przez Montesąuieu, władza obywatela: „By nie dochodziło do nadużyć władzy, należy władzy przeciwstawić władzę”.

RODZAJ NOWEGO ALFABETU

Początkowo sztuka pisania była narzędziem sprawo­wania władzy. To ona pozwoliła królowi Sumerów czy też cesa­rzowi Chin sporządzić spis swych własnych dochodów, jak i do­chodów swoich poddanych. Lecz jeśli przyjąć, że sztuka pisania jest dla państwa instrumentem władzy, to odwrotnie, właśnie ona za pośrednictwem odpowiednich przepisów ogranicza pole dzia­łania tej władzy, zabezpieczając w ten sposób pewien obszar dla swobód obywatelskich. To przecież księga definiuje równowagę między władzą a wolnością, a równowaga ta jest tyleż warta, ile warta jest sama księga.Będąc rodzajem nowego alfabetu, informatyka podobna jest do pisma. To prawda, że jej zdolność przetwarzania, badania, jej pamięć są nieskończenie większe. Likwiduje ona zapomniane za­kamarki, w których mogłaby się zagnieździć dowolność. Jak reflektory wież wartowniczych działa bez martwego kąta. A rów­nocześnie: cóż za szansa dla jutra! Informatyka pozwala z pre­cyzją nigdy przedtem nie osiąganą wiedzieć i przewidzieć, nim się przedsięweźmie jakieś działania. Oferuje atuty w walce o wol­ność. Co powinno uczynić demokratyczne państwo w obliczu tego zagrożenia, ale i tej szansy? Dać ogółowi możność poznania tego wszystkiego, co niektórzy uprzywilejowani woleliby ukryć; ułatwić jednostkom dostęp do wiedzy ogółu; być nieprzejednanym w ochronie nienaruszalnych rewirów prywatnego życia.

PŁYNĄCE NIEBEZPIECZEŃSTWO

To przez niego właśnie upływający czas nie przynosi zapomnienia. Wszystko posiada swoją fiszkę — nic nie ginie. Jakikolwiek element naszego życia może zostać raz na zawsze wyryty w pamięci, która nie słabnie nigdy. To niepokoi.„Każda wiedza powinna być traktowana jako potencjalny wróg”, mawiał Aldous Huxley. Przechowywanie informacji zawsze było narzędziem władzy wykonawczej, lecz dopóki informacje o  charakterze indywidualnym były rozproszone, dopóty i ryzyko nadużycia władzy nie było wielkie. Rozwój informatyki doprowa­dził do koncentracji i wzrostu liczby informacji o charakterze osobistym, a więc do zwiększenia zagrożenia dla wolności indy­widualnej i zbiorowej.Trzeba jednak pamiętać, że informatyka znosi lub co najmniej zmniejsza niebezpieczeństwo przypadku, co nie jest sprawą bez znaczenia w życiu ludzkiej społeczności. Czy trzeba więc traktować ją jako zło absolutne, nowego Molocha czy Le- wiatana? Czy należy poddać się lękowi? Podobna wszystkim wiel­kim wynalazkom, informatyka jest jak język Ezopa — najlepszą i najgorszą z rzeczy. Niebezpieczeństwo płynące ze sprawy spisanej i zakodowanej jest stare jak sama historia. Pierwsi pisarze nie byli poetami, ale „skrybami” — jednocześnie buchalterami, archiwistami i prawo­dawcami.

„KAŻDA WIEDZA JEST POTENCJALNYM WROGIEM”

Problem polega więc raczej na tym, jak skłonić państwo do dania tego impulsu? Pomyślano o wprowadzeniu bodźców ma­terialnych i ustawa z 16 lipca 1980 r. rozszerzyła na administracją stosowanie kar pieniężnych i odsetków, tak powszechne w pra­wie cywilnym. Sąd zasądzać bądzie tzw. przymus pieniężny — tzn. określoną w orzeczeniu kwotę, rosnącą z każdym dniem zwłoki w wykonaniu zobowiązania i stanowiącą dla wierzyciela rodzaj odszkodowania za tę zwłokę. Naczelnik zainteresowanego wydziału odczuje to widząc w swych księgach sumę w rubryce „ma” pomniejszoną o zasądzoną kwotę. Sparzona ręka cofnie się!Nie ma wolności bez respektowania życia prywatnego. Człowiek przestaje być całkowicie wolnym w momencie, gdy staje się „przejrzysty’ dla bliźnich, gdy jego wewnętrzne „ja” staje się forum publicznym, dla wszystkich dostępnym. Bez ochro­ny tajemnicy życia prywatnego każdego z nas wolność będzie li tylko wolnością pod nadzorem. Każdy ma prawo do swego własnego, intymnego świata, skrytego za murem ciszy i zapo­mnienia.Ten wymóg nie jest nowy, ale do niedawna jeszcze wystarcza­ło, by ktoś zazdrosny o swoje tajemnice bronił ich sam przed niedyskrecją osób postronnych. Poza tym granice pamięci ludz­kiej i upływający czas, powodujące słabnięcie zainteresowania, stanowiły najlepszą ochronę. Niestety, te dawne zabezpieczenia zostały zniszczone przez komputer.

BY ZMUSIĆ PANSTWO-DŁUŻNIKA

Oczywiście, reguła będzie miała swoje wyjątki. Nie będą uzasadniane np. decyzje z zakresu obronności kraju lub decyzje pozytywne dla obywatela.Uzasadnianie decyzji administracyjnych nie jest jeszcze sta­łym dialogiem między Francuzami i ich administracją, ale przy­najmniej pierwszą repliką tego przyszłego dialogu.A oto inny przykład naszej woli, by podnieść poziom etyczny działania administracji. Administracja nie toleruje nigdy zwłoki w egzekwowaniu swych należności, natomiast w stosunku do własnych długów bywa opieszała nawet wtedy, gdy po pierw­szym konflikcie sądownictwo administracyjne przyznało obywa­telowi lub stowarzyszeniu wierzytelność od państwa.Nie ma nic bardziej irytującego niż ta wyniosłość, z jaką administracja stawia się ponad prawem, w imię którego ją ska­zano. Nic też dobitniej nie potwierdza despotycznego charakteru biurokracji, nic nie przynosi większych szkód sądownictwu niż to, że nie jest ono w stanie wyegzekwować swych własnych po­stanowień. Czy nie należałoby w drodze ustawy zmusić administrację do wypełniania jej zobowiązań? Jak jednak zmusić administrację? Państwo nie może krępować swej lewej ręki ręką prawą: ten sam mózg zawiaduje przecież obiema rękami. Wystarczyłby chyba impuls dany ręce lewej…

ADMINISTRACJA MUSI SIĘ WYTŁUMACZYĆ

Oskarżanie administracji o bezprawie jest nawykiem bardzo francuskim. Od trzech czy czterech wieków, odkąd mamy administrację, skarżymy się na jej wszechwładzę i jej skłonność do tajemniczości. I, niestety, nie bez powodu. Bo cóż bardziej zniechęcającego i irytującego nad ciągłe zderzanie się ze strukturą jednocześnie władczą i niemą wtedy, gdy ma się prawo oczekiwać od niej załatwienia sprawy, a co najmniej — wy­jaśnień?By zmusić administrację do zmiany swego zbyt lakonicznego języka: tak, nie, zatwierdzono, odrzucono, zobowiązano, zakaza­no… — rząd w roku 1979 wniósł projekt ustawy dotyczącej obo­wiązku uzasadniania decyzji administracyjnych.Do tego czasu powszechnie przyjęta zasada nie uznawała za konieczne podawania osobom zainteresowanym uzasadnienia decyzji administracyjnych. Administracja decyduje i nie musi się tłumaczyć.Ewolucja mentalności nie była do pogodzenia z tego rodzaju dezynwolturą. Odrzucanie prośby jest rzeczą niemiłą; odrzuca­nie bez wyjaśnień — rani. Ustawę tę uchwalono po to, by ta­jemnica administracyjna nie była regułą, lecz wyjątkiem. Administracja nie działa samowolnie, to zrozumiałe. Obywatel poznaje w końcu powody podjętych wobec niego decyzji. Można więc mieć nadzieję, że dzięki lepszej informacji zmniejszy się ilość odwołań. Urzędnicy zostaną skłonieni do osobistego prze­analizowania motywów swych własnych decyzji, co ułatwi sę­dziom sprawowanie jurysdykcyjnego nadzoru.

DROGI DO WOLNOŚCI

Dalsze utrzymywanie tego klimatu niepokoju i po­dejrzeń równoznaczne jest z dopuszczeniem do rozprzężenia za­sad demokracji.Wybór wydaje się być prosty: albo Państwo nasili wywierany przez siebie nacisk, wchodząc tym samym na drogę rządów biu­rokratycznych i arbitralnych, zawężając zakres swobód obywatel­skich, albo wybierze drogę liberalną, rozwijając korzystanie z praw ze wszystkimi płynącymi stąd konsekwencjami i jedno­cześnie rozszerzając zakres odpowiedzialności indywidualnej.Nie jest to jednak takie proste, jakby się wydawało, gdyż dążność do ładu jest równie silna jak niepokój o wolność.Jeśli zaś chodzi o odpowiedzialność — wymaga ona reguł, granic, arbitraży, jednym słowem — władzy.Oczywiście wybór padnie na rozwój w kierunku liberalizacji. Ponieważ dziś stabilność instytucji czyni mniej koniecznym angażowanie autorytetu organów władzy centralnej, najwyższy już czas, by przez zrównoważone reformy posunąć się na­przód na drogach wiodących ku wolności. Trzeba przeto lepiej chronić wolności już istniejące, by sięgnąć po nowe. W tym wypadku rola wymiaru sprawiedliwości, jego minister­stwa i ministra, sprowadza się do spowodowania, by panujące prawo sprzyjało dalszemu rozwojowi wolności.

POD NADZOREM PRAWA

W razie potrzeby bierzecie kąpiel, a gdy i to nie pomaga, udajecie się do masażysty. Skostnienie ustępuje. Żyjąc w społeczeństwie coraz silniej poddanym rygorom i    różnorakim przepisom, mamy wrażenie, że ulegamy skostnieniu moralnemu. Wszystko jest przewidziane, wszystko podlega regu­lacji poprzez ustawy, dekrety i okólniki. Poświęcamy wiele czasu wypełnianiu formularzy. „Nie podpisuj żadnego formularza” — mówili za Pascalem panowie z Port-Royal. Za każdym razem, gdy podpisujecie formularz, gdy dopełniacie formalności lub kiedy narzuca się wam jakiś regulamin, odczuwacie, że wasza wolność kostnieje.Wymiar sprawiedliwości jest władzą; władzą regulo­waną oczywiście przez przepisy prawne, ale prawo to także wła­dza. Ogranicza nas ono we wszystkich dziedzinach życia, pod­dając tym samym stałemu nadzorowi.Wymiar sprawiedliwości, działając w imieniu prawa, wywiera stały i wszechstronny nacisk na nasze działania. Pełni swą rolę obok innych instytucji aparatu przymusu, a więc obok policji i    przede wszystkim administracji — niezauważalnej, a zarazem wszechobecnej.Oto powody niekiedy nieuzmysłowionego i podświadomego, innym razem wywołanego konkretnym zdarzeniem lub akcją pro­testacyjną, niepokoju.Nad tą władzą ogólną i w pewnym sensie anonimową zawisł cień władzy par excellen.ce — władzy politycznej. Ta władza ma już określone oblicze i własne cele.Krótko mówiąc: wymiar sprawiedliwości teoretycznie ma być strażnikiem wolności. W rzeczywistości jest raczej zakładnikiem, a może wspólnikiem przedsięwzięcia, które tę wolność ponoć niszczy, uszczupla, skaża, zagraża i przeciwstawia się jej.

SKOSTNIAŁE WOLNOŚCI

Wszystko to wywołało prawdziwy koncert protestów, i rzecz dziwna: najbardziej protestowali ci, którzy sami początkowo wyznawali ideę tych nowych procedur. Rząd i Parlament, nie zważając na wzniecony tumult, wprowadziły to przyspieszone postępowanie. Tryb przyspieszony obok trybu zwykłego — aby wymiar sprawiedliwości mógł dostosować szybkość swego działania do istniejących okoliczności; tryb odwoławczy, który przestał być niekończącym się labiryntem, gdzie sprawiedliwość potrafi się zagubić; organizacja pozwalająca funkcjonariuszom wymiaru sprawiedliwości na koncentrację swych możliwości przy jedno­czesnym zachowaniu bezpośredniego kontaktu z oskarżonym; po­tencjał kadrowy i środki materialne — oto elementy, które odpo­wiadałyby powszechnemu i uzasadnionemu żądaniu sprawiedli­wości.Po dłuższym siedzeniu na twardym krześle podnosicie się. Macie wrażenie, że nogi odmawiają wam posłuszeństwa, są jakby „z waty”, o mało nie upadacie. Opieracie się o mebel, za­kłopotani robicie parę kroków. Nabieracie pewności siebie, prze­chadzacie się po pokoju, by pobudzić krążenie krwi w nogach.