STOSUJĄC PRAWO

Sędzia stosując prawo, napotyka różnorodne luki i trudności. Zdobywane w ten sposób doświadczenie powinno w zamian po­móc mu w doskonaleniu tego prawa. Jednakże proces ten, już sam w sobie długi, wydłuża się jeszcze przez opóźnienia spowo­dowane natłokiem spraw.Nawet bez ponownego stawiania sprawy przed Parlamentem orzecznictwo musi się ustalić. Na przykład nowe prawo rozwo­dowe miało doprowadzić do skrócenia terminów, gdy tymczasem zauważono, że w niektórych przypadkach powoduje ich wydłu­żenie. Stwierdzenie tego stanu rzeczy wymagało długiego czasu i dopiero po trzech czy czterech latach sąd kasacyjny przyjął do wiadomości wątpliwości sądów. Do zmodyfikowania orzecz­nictwa w oparciu o dane dotyczące nowego prawa rozwodowego i do jego upowszechnienia zabrano się dopiero po roku 1980, do­prowadzając tym samym do powstrzymania fali odwołań. Dopie­ro po pięciu latach. Powstała sytuacja paradoksalna: obywatele coraz częściej od­wołują się do wymiaru sprawiedliwości i jednocześnie coraz bar­dziej irytuje ich jego sposób funkcjonowania. Nigdy tak często nie zabiegano o jego pomoc; nigdy też nie wzbudzało aż tylu krytyk.

PUSZKA PANDORY — „UBEZPIECZENIE SĄDOWE”

Niektóre adwokatury opublikowały orientacyjne tabele wynagrodzeń. Dzięki nim klient może zorientować się w wysokości kosztów, jakie poniesie w przypadku wszczęcia procesu, zaś adwokaci dysponują swego rodzaju odniesieniem. W drodze ewolucji powstaną nowe reguły lub metody, które pozwolą bez naruszenia niezbędnych przywilejów opanować to, co obecnie stanowi zasadniczy koszt postępowania sądowego, a co — prawdę mówiąc — jest ceną wolności.Niektórzy nie zadowalają się tymi perspektywami, ani zwolnieniem od kosztów sądowych, ani bezpłatnością postępo­wania. Żądają natomiast czegoś w rodzaju „ubezpieczenia sądo­wego” na wzór ubezpieczenia społecznego.Żądania te należy jednak odrzucić z dwu powodów:Po pierwsze — ze względu na koszty. Już pomoc sądowa i zniesienie kosztów postępowania sądowego stanowi duże obcią­żenie kwoty wpływów z podatków. Co by się stało po zniesieniu jeszcze i tego „ticket moderateur” , jakim obecnie są honoraria adwokatów? Co by się stało, gdyby koszty „ubezpieczenia sądo­wego” dodano do kosztów ubezpieczenia społecznego, które i bez tego urosły już do takich rozmiarów, że dziś budżet socjalny przewyższa budżet Państwa?

CENA CZASU

Wymiar sprawiedliwości może również stać się spraw­cą nierówności wskutek samego mechanizmu jego funkcjonowa­nia. Publiczność coraz niechętniej akceptuje fakt, że ceną prawa do różnicowania sytuacji, którego tak się domaga, jest różnico­wanie w obliczu prawa.Wobec powolnego, skomplikowanego i drogiego wymiaru sprawiedliwości nie wszyscy są sobie równi.Powolność jest wynikiem respektu dla praw jednostek. Obro­nie chce się dać do dyspozycji jak najwięcej czasu, dopuszcza się ponowne ekspertyzy, otwiera drogę odwołaniom.Komu wszakże powolność procedury przynosi największe szkody? Najbiedniejszym. Wzrost liczby rozpraw wydłuża termi­ny odwołań i skarg kasacyjnych. Ubogiemu zawsze zależy na szybkim zakończeniu sprawy. Bogaty może czekać.Dla kogo skomplikowany charakter postępowania stanowi największą przeszkodę? Dla ludzi o najniższym wykształceniu, najmniej przygotowanych do zrozumienia całej procedury i prze­brnięcia przez nią. Dla kogo koszty postępowania sądowego są najbardziej prze­rażające? Dla tego, kto ma najmniej środków. Kiedy ma się pie­niądze, można sobie pozwolić na zaangażowanie najbardziej uta­lentowanego adwokata (lub przynajmniej uchodzącego za takie­go, któż bowiem określi rzeczywistą cenę oddanej przysługi?), na poniesienie kosztów apelacji, zaskarżenia. Można kupić czas czas zniechęcający przeciwnika.

OPIEKA

Zastanów­my się zatem nad jego rozumieniem metodycznym, pozostawiając hi­storykom pomocy społecznej zadanie opisu zdarzeń, które prowadziły do przejścia od spontanicznych działań ratowniczych do przemyślanych i   obwarowanych społecznymi normami poczynań opiekuńczych przy­bierających formę aktywności dziejącej się w ramach zorganizowanego systemu instytucji. Interesując się opieką jako działaniem jeszcze raz zwróćmy się ku poglądom wyrażanym przez H. Radlińską. H. Radlińska uznała opiekę za działalność względnie trwałą i biorącą odpowiedzialność za losy podopiecznych. Charakterystyczne, że nie tylko dostarcza ona brakujących środków, ale kieruje ich użyciem. H. Radlińska sformułowała jeszcze jedną uwagę: „Wyraz opieka jest nadużywany, zwłaszcza w języku polskim, który zapomniał o szerszym znaczeniu wyrazu pomyślność i niejedno urządzenie pomyślności spo­łecznej mianuje opiekuńczym. Dzieje się tak w znacznym stopniu dla­tego, że urządzenia zapobiegające nędzy i podnoszące poziom życia ogółu powstawały na podłożu działalności opiekuńczej”. W ten spo­sób ujawnia się przed nami szersze znaczenie opieki.

PRACA SOCJALNO-WYCHOWAWCZA JAKO DZIAŁANIE

Potrzebne jest przemyślenie tematu etapowości wiążącego nurt myśle­nia subiektywnego (samowychowanie) i obiektywnego (wychowanie), co oznacza w praktyce wymóg zestawienia potrzeb pracownika socjal­nego z potrzebami jego podopiecznych. Potrzeby te można rozpatrywać w odniesieniu do kolejnych faz (typów) działania. Nasza hipoteza zmie­rza w tym wypadku do określenia znaczenia pracy socjalno-wycho- wawczej jako działalności o społecznym charakterze, czyli takiej, która uwzględnia różne możliwości jej rozumienia jako działania. Stąd bierze się zastanowienie nad charakterem oddziaływań wychowawczych w pracy socjalnej. O ile jednak dotychczas rozważaliśmy pewne treści w ich ujęciu definicyjnym i celowościowym, to na obecnym etapie ma­ją one zmierzać ku scharakteryzowaniu ich wewnętrznej dynamiki.Mówiąc o opiece społecznej wspomnieliśmy, że wyróżnia się w niej trzy etapy: ratownictwo, pomoc oraz opiekę we właściwym sensie. Gdy mowa o pracy socjalno-wychowawczej jako działaniu — sprawa ma się podobnie.

STWIERDZENIE CHOROBY PSYCHICZNEJ

  1. Jest to więc definiowanie zdrowia przez nie zdefi­niowaną uprzednio chorobę psychiczną. Kryterium zdrowia stanowi więc klasyfikacja objawów i zaburzeń psychicznych. Przeciwko takie­mu ujmowaniu zagadnienia zdrowia psychicznego protestuje między innymi K. Dąbrowski”.Przedstawione cytaty mogą stanowić uzupełnienie poglądów doty­czących opieki społecznej oraz sposobu traktowania ludzi nią objętych. Oznaczają przykład tej samej metody myślenia zastosowanej do innej kategorii problemów. Ważne dla pracownika socjalnego jest stwierdze­nie, że interesować go powinien człowiek i jego problemy, a nie choro­ba, którą ten jest dotknięty. Stwierdzenie choroby jest wskaźnikiem je­go znajomości rzeczy, ale w procesie leczenia liczą się inne umiejętno­ści. Nie chodzi zatem wyłącznie o rozpoznanie choroby i usunięcie jej skutków, ale o wyleczenie konkretnego człowieka. Rozpoznanie choro­by jest tylko jednym z elementów działania i nie może zastąpić pozna­nia indywidualnego obrazu tejże, a w tym momencie nie da się oszczę­dzić własnej psychiki przed użyciem jej jako narzędzia.

METODYKA PRACY NAD KSZTAŁTOWANIEM ROZUMIENIA I WYRAŻANIA RELACJI PRZYCZYNOWO-SKUTKOWEJ PRZEZ DZIECI

Według postulatów integracji genetycznej należy wychodzić od pewnych podstawowych pojęć wspólnych dla określonej dyscypliny i rozszerzać je, budując daną dyscyplinę w sposób odpowiadający sposobom myślenia ucznia, tj. poprzez działanie. Również kształcenie języka mówionego i pisanego może odbywać się poprzez działanie związane ściśle z poznawaniem określonej dyscypliny. Trzeci aspekt integracji, to integracja tematyczna (treściowa), jak dotychczas najpełniej realizowana w nauczaniu początkowym. Jednocześnie, mówiąc o kształtowaniu pojęcia relacji przyczynowości na drodze eksperymentowania, należy zastanowić się na tym, co znaczą pojęcia „przyczynowość” i „eksperymentowanie” w rozumieniu współczesnym. Aktualnie pojmowane są one w różny sposób, zależnie od stanu rozwoju określonej dyscypliny. Współczesna dydaktyka powinna być inspirowana właśnie najnowszymi osiągnięciami w tych dziedzinach. Na aktualnym poziomie rozwoju nauki istnieją dwa aspekty przyczynowości, które nakładają się na siebie, lecz mimo to mają nieco inny charakter: z jednej strony przyczynowość odpowiada na pytanie „jak” i wyraża się w prawach, tzn. w systemie relacji, który pozwala przewidywać coraz bardziej skutecznie. Z drugiej strony przyczynowość odpowiada na pytanie „dlaczego” szuka się wyjaśnienia, wychodząc od pewnego modelu, który pozwala zastosować określone rozumowania.

Badanie zależności między poziomem rozumienia związku przyczynowo-skutkowego a sposobami językowego wyrażania łańcucha zdarzeń

Procedury statystyczne zostały zastosowane po to, aby pokazać, jaka jest siła związku między poziomami rozumienia pojęcia więzi przyczynowo-skutkowej i stopniem, jaki dziecko może osiągnąć w sferze umiejętności językowego formułowania łańcucha zdarzeń. W celu obliczenia współczynnika zbieżności cech jakościowych tych dwóch/zmiennych, tj. poziomu rozumienia i poziomu formułowania, należy pogrupować badane dzieci ze względu na:.,
rodzaj i liczbę elementów treści uwzględnionych w odpowiedzi, typy wypowiedzi i rodzaje związków między poszczególnymi częściami .wypowiedzi, W wyniku takiego postępowania pogrupowano badane dzieci ze względu na osiągnięty poziom organizacji wypowiedzi. Jak wiadomo, wszyscy badani byli uszeregowani z punktu widzenia poziomu organizacji myślenia. Współczynnik zbieżności cech tych dwóch zmiennych, tj. miernik siły związku, wynosi 0,58. Innymi słowy, znajomość rozkładu cechy A (poziom rozumienia) pozwala zmniejszyć o 58% oczekiwaną liczbę błędów w znajomości rozkładu cechy B (stopnia adekwatności formułowania więzi przyczynowo-skutkowej).

Analogicznie, jak w przypadku zmiany aspektu przyczyno- wości, tak i w przypadku konstruowania wypowiedzi na podstawie historyjki obrazkowej, stwierdzono, że określone umiejętności językowe mogą być wskaźnikiem czynnością o określonej strukturze.

Wyniki badania wskazują na istnienie związku między poziomem rozumienia

Sposobem rozwiązywania zadań przyczynowych (próby błędy, poszukiwanie metody, stosowanie metody, podejście teoretyczne), sposobem interpretacji związku przyczynowego (opis, wyjaśnienie, wyjaśnienie z nazwaniem relacji), rodzajem kategorii przyczyny i skutku (rzecz, zdarzenie, cecha, stan) więzi przyczynowej, a umiejętności sformułowania słownego relacji przyczynowo- -skutkowej między dwoma zdarzeniami. Najwięcej, bo aż 59,7% wypowiedzi niekompletnych obserwujemy na poziomie I, który na podstawie wymienionych wskaźników nazwano poziomem obserwacyjnym. Są to wypowiedzi typu: „Widziałem złamane drzewo” wypowiedzenie z jednym elementem (y); „Jacek zgubił zeszyt”, „Jacek ma wielkie zmartwienie” są to dwa wypowiedzenia zawierające obydwa elementy z pary x i y, nie pozostające ze sobą w stosunku sprawstwa; „Na dworze jest kałuża i deszcz” wypowiedzenie zawiera obydwa elementy z pary słów bodźców (x i y), są one też usytuowane blisko przestrzennie, wyliczenie obydwu elementów nie jest dostateczną podstawą do tego, aby zrozumieć, jaki związek może między nimi zachodzić, lecz można domyślać się jego istnienia.
Na poziomie II obserwacyjnym (charakteryzującym się już próbą rozumowego podejścia do zadania) zauważa się niższy procent tego typu odpowiedzi, chociaż jest on jeszcze. wysoki, wynosi bowiem 35,7%. Natomiast na poziomie III, wyjaśniającym z podejściem empirycznym, kiedy dzieci posługują się określonymi sposobami rozumowania, procent wypowiedzi niekompletnych jest znikomy. Na poziomie IV- wyjaśniającym z podejściem teoretycznym wypowiedzi tego typu nie występują.

Dziecko otrzymuje różne przedmioty

Największe przedmioty kartoflane były jednak lżejsze od najmniejszych zrobionych z innych materiałów. Dziecko otrzymuje także naczynie z wodą. Zadaniem badanego dziecka było wykrycie czynników istotnych, określenie ich roli oraz wyjaśnienie obserwowanego zjawiska.
Polecenie zawarte w instrukcji podawanej badanemu dziecku przed wykonaniem zadania dotyczyło wykonywania czynności, obserwacji i opisania przebiegu rozwiązywania i rezultatów swych czynności oraz wytłumaczenia zaobserwowanych zjawisk. Na przykład instrukcja w zadaniu „wypieranie wody” brzmi następująco: „Popatrz na te przedmioty, które znajdują się przed tobą: czy znasz je wszystkie? Będziesz je za chwilę wkładał do wody (nie wszystkie na raz), uważnie obserwował co się wtedy stanie, opowiadał mi o tym, co robisz i widzisz. A na samym końcu, jak już skończysz zabawę (pracę), powiesz mi, że już skończyłeś oraz wytłumaczysz to, co zaobserwowałeś”. Jeżeli dziecko zapomniało o czymś, np. o końcowej wypowiedzi, proszono je jeszcze raz o to, aby wyjaśniło to, co zaobserwowało. Na końcu pytano: czy to wszystko, co chciałeś powiedzieć? Nie kierowano pracą dziecka, obserwowano i notowano wszystko to, co samo czyni i mówi.

KILKA DNI BEZ SONDAŻY

Wolność to także możliwość wolnego wyboru. Obywa­tel przede wszystkim jest wyborcą, tym który wybiera, a wybór jego jedynie wtedy ma wartość, gdy jest niezależny. To właśnie w celu ochrony tej niezależności rząd i parlament uzgodniły zakaz publikowania sondaży w przeddzień wyborów do zgromadzenia ustawodawczego i wyborów prezydenckich.Nie zawsze rozumiano powody tego kroku.Głosować w zależności od tego, jak głosować będą inni — to gra równie stara jak same wybory. „Głosować użytecznie” lub, przeciwnie, oddać głos na opozycję, gdy istnieje pewność, że rządząca koalicja zwycięży, albo — w przypadku jej zagroże­nia — głosować na rządzącą większość — to typowe sposoby postępowania wyborców. Sondaże pozwalają na dokładniejszą ocenę faktycznego stanu rzeczy. Zasada niepublikowania wyników sondaży w przeddzień wy­borów ma na celu zapobieżenie ich ewentualnemu wpływowi na wyborcę, odbudowanie — jeśli tak można powiedzieć — poczucia odpowiedzialności każdego z nich. Zasada ta, będąc prawem rów­nowagi, nie zabrania publikowania wszelkich sondaży, lecz tylko tych z ostatnich dni, mogących sprawić wrażenie, że „kości zostały rzucone”. To tak jak z nieprzyjemnym uczuciem, że dane zdarzenie już się kiedyś przeżyło: np. mówię i w miarę mówienia odnoszę wrażenie, że kiedyś już mówiłem to samo, czyniłem te gesty, które czynię, przeżywałem już obecny moment. Przestaję czuć się swobodnie, przestaję czuć się samym sobą.

NIEKTÓRE ADMINISTRACJE

Niektóre administracje wprowadziły już u siebie infor­matykę, o czym nie wiedział nawet ich minister. Lawinowy wzrost liczby kartotek — z których jedne założono na podstawie ustaw lub dekretów, inne zaś bez żadnych podstaw prawnych, a jedynie dzięki samorzutnej inicjatywie tego czy innego wydziału — spo­wodował, że informatyka stała się sprawą zbyt wielkiej wagi, by pozostać wyłącznie domeną informatyków.Powołując niezależną komisję ustawa kreowała instytucję, której celem będzie opanowanie tego nowego narzędzia, jakim jest informatyka, oraz uaktualnianie przepisów w tym zakresie.Poza tym ustawa daje każdemu prawo poznania mechaniz­mów i elementów składowych decyzji niezgodnej z jego oczeki­waniami. Aby ignorancja nie była już więcej „matką wszystkich nieszczęść jak pisał Rabelais każdy ma prawo poznać i ewentualnie zażądać modyfikacji danych na swój temat, za­rejestrowanych w systemach informatycznych . Obronie obywatela w konfrontacji z prasą służy przede wszy­stkim prawo do odpowiedzi, w odniesieniu do informa­tyki będzie to prawo do wglądu. W obliczu nowych sił problemem będzie — jak zawsze — ciągłe przywracanie równo­wagi. Władzę informatyki zrównoważy, według reguły propono­wanej przez Montesąuieu, władza obywatela: „By nie dochodziło do nadużyć władzy, należy władzy przeciwstawić władzę”.

RODZAJ NOWEGO ALFABETU

Początkowo sztuka pisania była narzędziem sprawo­wania władzy. To ona pozwoliła królowi Sumerów czy też cesa­rzowi Chin sporządzić spis swych własnych dochodów, jak i do­chodów swoich poddanych. Lecz jeśli przyjąć, że sztuka pisania jest dla państwa instrumentem władzy, to odwrotnie, właśnie ona za pośrednictwem odpowiednich przepisów ogranicza pole dzia­łania tej władzy, zabezpieczając w ten sposób pewien obszar dla swobód obywatelskich. To przecież księga definiuje równowagę między władzą a wolnością, a równowaga ta jest tyleż warta, ile warta jest sama księga.Będąc rodzajem nowego alfabetu, informatyka podobna jest do pisma. To prawda, że jej zdolność przetwarzania, badania, jej pamięć są nieskończenie większe. Likwiduje ona zapomniane za­kamarki, w których mogłaby się zagnieździć dowolność. Jak reflektory wież wartowniczych działa bez martwego kąta. A rów­nocześnie: cóż za szansa dla jutra! Informatyka pozwala z pre­cyzją nigdy przedtem nie osiąganą wiedzieć i przewidzieć, nim się przedsięweźmie jakieś działania. Oferuje atuty w walce o wol­ność. Co powinno uczynić demokratyczne państwo w obliczu tego zagrożenia, ale i tej szansy? Dać ogółowi możność poznania tego wszystkiego, co niektórzy uprzywilejowani woleliby ukryć; ułatwić jednostkom dostęp do wiedzy ogółu; być nieprzejednanym w ochronie nienaruszalnych rewirów prywatnego życia.

PŁYNĄCE NIEBEZPIECZEŃSTWO

To przez niego właśnie upływający czas nie przynosi zapomnienia. Wszystko posiada swoją fiszkę — nic nie ginie. Jakikolwiek element naszego życia może zostać raz na zawsze wyryty w pamięci, która nie słabnie nigdy. To niepokoi.„Każda wiedza powinna być traktowana jako potencjalny wróg”, mawiał Aldous Huxley. Przechowywanie informacji zawsze było narzędziem władzy wykonawczej, lecz dopóki informacje o  charakterze indywidualnym były rozproszone, dopóty i ryzyko nadużycia władzy nie było wielkie. Rozwój informatyki doprowa­dził do koncentracji i wzrostu liczby informacji o charakterze osobistym, a więc do zwiększenia zagrożenia dla wolności indy­widualnej i zbiorowej.Trzeba jednak pamiętać, że informatyka znosi lub co najmniej zmniejsza niebezpieczeństwo przypadku, co nie jest sprawą bez znaczenia w życiu ludzkiej społeczności. Czy trzeba więc traktować ją jako zło absolutne, nowego Molocha czy Le- wiatana? Czy należy poddać się lękowi? Podobna wszystkim wiel­kim wynalazkom, informatyka jest jak język Ezopa — najlepszą i najgorszą z rzeczy. Niebezpieczeństwo płynące ze sprawy spisanej i zakodowanej jest stare jak sama historia. Pierwsi pisarze nie byli poetami, ale „skrybami” — jednocześnie buchalterami, archiwistami i prawo­dawcami.

„KAŻDA WIEDZA JEST POTENCJALNYM WROGIEM”

Problem polega więc raczej na tym, jak skłonić państwo do dania tego impulsu? Pomyślano o wprowadzeniu bodźców ma­terialnych i ustawa z 16 lipca 1980 r. rozszerzyła na administracją stosowanie kar pieniężnych i odsetków, tak powszechne w pra­wie cywilnym. Sąd zasądzać bądzie tzw. przymus pieniężny — tzn. określoną w orzeczeniu kwotę, rosnącą z każdym dniem zwłoki w wykonaniu zobowiązania i stanowiącą dla wierzyciela rodzaj odszkodowania za tę zwłokę. Naczelnik zainteresowanego wydziału odczuje to widząc w swych księgach sumę w rubryce „ma” pomniejszoną o zasądzoną kwotę. Sparzona ręka cofnie się!Nie ma wolności bez respektowania życia prywatnego. Człowiek przestaje być całkowicie wolnym w momencie, gdy staje się „przejrzysty’ dla bliźnich, gdy jego wewnętrzne „ja” staje się forum publicznym, dla wszystkich dostępnym. Bez ochro­ny tajemnicy życia prywatnego każdego z nas wolność będzie li tylko wolnością pod nadzorem. Każdy ma prawo do swego własnego, intymnego świata, skrytego za murem ciszy i zapo­mnienia.Ten wymóg nie jest nowy, ale do niedawna jeszcze wystarcza­ło, by ktoś zazdrosny o swoje tajemnice bronił ich sam przed niedyskrecją osób postronnych. Poza tym granice pamięci ludz­kiej i upływający czas, powodujące słabnięcie zainteresowania, stanowiły najlepszą ochronę. Niestety, te dawne zabezpieczenia zostały zniszczone przez komputer.

BY ZMUSIĆ PANSTWO-DŁUŻNIKA

Oczywiście, reguła będzie miała swoje wyjątki. Nie będą uzasadniane np. decyzje z zakresu obronności kraju lub decyzje pozytywne dla obywatela.Uzasadnianie decyzji administracyjnych nie jest jeszcze sta­łym dialogiem między Francuzami i ich administracją, ale przy­najmniej pierwszą repliką tego przyszłego dialogu.A oto inny przykład naszej woli, by podnieść poziom etyczny działania administracji. Administracja nie toleruje nigdy zwłoki w egzekwowaniu swych należności, natomiast w stosunku do własnych długów bywa opieszała nawet wtedy, gdy po pierw­szym konflikcie sądownictwo administracyjne przyznało obywa­telowi lub stowarzyszeniu wierzytelność od państwa.Nie ma nic bardziej irytującego niż ta wyniosłość, z jaką administracja stawia się ponad prawem, w imię którego ją ska­zano. Nic też dobitniej nie potwierdza despotycznego charakteru biurokracji, nic nie przynosi większych szkód sądownictwu niż to, że nie jest ono w stanie wyegzekwować swych własnych po­stanowień. Czy nie należałoby w drodze ustawy zmusić administrację do wypełniania jej zobowiązań? Jak jednak zmusić administrację? Państwo nie może krępować swej lewej ręki ręką prawą: ten sam mózg zawiaduje przecież obiema rękami. Wystarczyłby chyba impuls dany ręce lewej…

ADMINISTRACJA MUSI SIĘ WYTŁUMACZYĆ

Oskarżanie administracji o bezprawie jest nawykiem bardzo francuskim. Od trzech czy czterech wieków, odkąd mamy administrację, skarżymy się na jej wszechwładzę i jej skłonność do tajemniczości. I, niestety, nie bez powodu. Bo cóż bardziej zniechęcającego i irytującego nad ciągłe zderzanie się ze strukturą jednocześnie władczą i niemą wtedy, gdy ma się prawo oczekiwać od niej załatwienia sprawy, a co najmniej — wy­jaśnień?By zmusić administrację do zmiany swego zbyt lakonicznego języka: tak, nie, zatwierdzono, odrzucono, zobowiązano, zakaza­no… — rząd w roku 1979 wniósł projekt ustawy dotyczącej obo­wiązku uzasadniania decyzji administracyjnych.Do tego czasu powszechnie przyjęta zasada nie uznawała za konieczne podawania osobom zainteresowanym uzasadnienia decyzji administracyjnych. Administracja decyduje i nie musi się tłumaczyć.Ewolucja mentalności nie była do pogodzenia z tego rodzaju dezynwolturą. Odrzucanie prośby jest rzeczą niemiłą; odrzuca­nie bez wyjaśnień — rani. Ustawę tę uchwalono po to, by ta­jemnica administracyjna nie była regułą, lecz wyjątkiem. Administracja nie działa samowolnie, to zrozumiałe. Obywatel poznaje w końcu powody podjętych wobec niego decyzji. Można więc mieć nadzieję, że dzięki lepszej informacji zmniejszy się ilość odwołań. Urzędnicy zostaną skłonieni do osobistego prze­analizowania motywów swych własnych decyzji, co ułatwi sę­dziom sprawowanie jurysdykcyjnego nadzoru.

DROGI DO WOLNOŚCI

Dalsze utrzymywanie tego klimatu niepokoju i po­dejrzeń równoznaczne jest z dopuszczeniem do rozprzężenia za­sad demokracji.Wybór wydaje się być prosty: albo Państwo nasili wywierany przez siebie nacisk, wchodząc tym samym na drogę rządów biu­rokratycznych i arbitralnych, zawężając zakres swobód obywatel­skich, albo wybierze drogę liberalną, rozwijając korzystanie z praw ze wszystkimi płynącymi stąd konsekwencjami i jedno­cześnie rozszerzając zakres odpowiedzialności indywidualnej.Nie jest to jednak takie proste, jakby się wydawało, gdyż dążność do ładu jest równie silna jak niepokój o wolność.Jeśli zaś chodzi o odpowiedzialność — wymaga ona reguł, granic, arbitraży, jednym słowem — władzy.Oczywiście wybór padnie na rozwój w kierunku liberalizacji. Ponieważ dziś stabilność instytucji czyni mniej koniecznym angażowanie autorytetu organów władzy centralnej, najwyższy już czas, by przez zrównoważone reformy posunąć się na­przód na drogach wiodących ku wolności. Trzeba przeto lepiej chronić wolności już istniejące, by sięgnąć po nowe. W tym wypadku rola wymiaru sprawiedliwości, jego minister­stwa i ministra, sprowadza się do spowodowania, by panujące prawo sprzyjało dalszemu rozwojowi wolności.

POD NADZOREM PRAWA

W razie potrzeby bierzecie kąpiel, a gdy i to nie pomaga, udajecie się do masażysty. Skostnienie ustępuje. Żyjąc w społeczeństwie coraz silniej poddanym rygorom i    różnorakim przepisom, mamy wrażenie, że ulegamy skostnieniu moralnemu. Wszystko jest przewidziane, wszystko podlega regu­lacji poprzez ustawy, dekrety i okólniki. Poświęcamy wiele czasu wypełnianiu formularzy. „Nie podpisuj żadnego formularza” — mówili za Pascalem panowie z Port-Royal. Za każdym razem, gdy podpisujecie formularz, gdy dopełniacie formalności lub kiedy narzuca się wam jakiś regulamin, odczuwacie, że wasza wolność kostnieje.Wymiar sprawiedliwości jest władzą; władzą regulo­waną oczywiście przez przepisy prawne, ale prawo to także wła­dza. Ogranicza nas ono we wszystkich dziedzinach życia, pod­dając tym samym stałemu nadzorowi.Wymiar sprawiedliwości, działając w imieniu prawa, wywiera stały i wszechstronny nacisk na nasze działania. Pełni swą rolę obok innych instytucji aparatu przymusu, a więc obok policji i    przede wszystkim administracji — niezauważalnej, a zarazem wszechobecnej.Oto powody niekiedy nieuzmysłowionego i podświadomego, innym razem wywołanego konkretnym zdarzeniem lub akcją pro­testacyjną, niepokoju.Nad tą władzą ogólną i w pewnym sensie anonimową zawisł cień władzy par excellen.ce — władzy politycznej. Ta władza ma już określone oblicze i własne cele.Krótko mówiąc: wymiar sprawiedliwości teoretycznie ma być strażnikiem wolności. W rzeczywistości jest raczej zakładnikiem, a może wspólnikiem przedsięwzięcia, które tę wolność ponoć niszczy, uszczupla, skaża, zagraża i przeciwstawia się jej.

SKOSTNIAŁE WOLNOŚCI

Wszystko to wywołało prawdziwy koncert protestów, i rzecz dziwna: najbardziej protestowali ci, którzy sami początkowo wyznawali ideę tych nowych procedur. Rząd i Parlament, nie zważając na wzniecony tumult, wprowadziły to przyspieszone postępowanie. Tryb przyspieszony obok trybu zwykłego — aby wymiar sprawiedliwości mógł dostosować szybkość swego działania do istniejących okoliczności; tryb odwoławczy, który przestał być niekończącym się labiryntem, gdzie sprawiedliwość potrafi się zagubić; organizacja pozwalająca funkcjonariuszom wymiaru sprawiedliwości na koncentrację swych możliwości przy jedno­czesnym zachowaniu bezpośredniego kontaktu z oskarżonym; po­tencjał kadrowy i środki materialne — oto elementy, które odpo­wiadałyby powszechnemu i uzasadnionemu żądaniu sprawiedli­wości.Po dłuższym siedzeniu na twardym krześle podnosicie się. Macie wrażenie, że nogi odmawiają wam posłuszeństwa, są jakby „z waty”, o mało nie upadacie. Opieracie się o mebel, za­kłopotani robicie parę kroków. Nabieracie pewności siebie, prze­chadzacie się po pokoju, by pobudzić krążenie krwi w nogach.